Deutsch (DE-CH-AT)Polish (Poland)
Facebook 
MySpace 
Zobacz Video na Youtube 

To nie Święta Rodzina, to nasi patroni!

Patronami kościoła parafialnego w Pietrowicach Wielkich są święci: Wit, Modest i Krescencja. Kompozycja tych trzech świętych stanowi zwieńczenie ołtarza głównego. Dzieło to wykonał dla przebudowanego w 1935 r. kościoła rzeźbiarz Simon z Nysy. Fundatorem tej rzeźby (jak i głównym fundatorem ołtarza głównego) był ks. Jan Dürschlag, pochodzący z ul. Fabrycznej.

Rzeźba przedstawia w centralnej części św. Wita jako młodzieńca nad kotłem z płomieniami. Po prawej stronie znajduje się mężczyzna palcem wskazujący na rozwinięty zwój papieru. Po lewej stronie natomiast stoi kobieta pokazująca młodzieńcowi krzyż. W ten sposób przedstawiono patronów kościoła zgodnie z wiedzą wynikającą z żywotów świętych. Św. Wit miał ponieść śmierć męczeńską wraz ze swoimi opiekunami przez wrzucenie do kotła   z wrzącym olejem. Miniaturę tego narzędzia męczeństwa umieszczono na ołtarzu. Św. Modest był wychowawcą i nauczycielem młodego Wita, co także realistycznie przedstawiono w rzeźbie. Zaś św. Krescencja była mamką i opiekunką Wita.

Trzeba przyznać, że trójka tych patronów kościoła parafialnego nie jest powszechnie znana. Wiele opracowań z żywotami świętych          w ogóle ich pomija. Stąd bardzo często ludzie obcy, odwiedzający kościół, uważają, że rzeźba przedstawia Świętą Rodzinę. Dla uniknięcia tych wątpliwości pod rzeźbami umieszczono imiona świętych.

Należy mieć na uwadze, że trójka tych świętych dość rzadko występuje wspólnie jako patronowie kościołów. Znacznie częściej rolę patrona odgrywa św. Wit. Jest on patronem Dolnej Saksonii, Saksonii, Czech, Pomorza, wyspy Rugii na Bałtyku i Sycylii. Jako swojego patrona przyjęła go stolica Czech – Praga, a także Corvey i Höxter w Westfalii, Mönchengladbach, Sankt Vith w Belgii, Saint-Vit we Francji, Rijeka w Chorwacji, kilka miast we Włoszech i szereg innych miejscowości w Słowenii, Holandii, Austrii, na Węgrzech, a nawet w Australii.

Św. Wit jest patronem m. in. aktorów, tancerzy, psów, a także jednym z czternastu orędowników w wielu nieszczęściach i chorobach, jak wścieklizna, epilepsja (taniec św. Wita, albo choroba św. Wita), zatrucie grzybami, nocne moczenie się dzieci, burze, reumatyzm, bezpłodność, pogryzienie przez węże, psy oraz dzikie zwierzęta.

Z św. Witem związane są następujące atrybuty: kocioł z wrzącym olejem, orzeł, kruk, kogut, gronostaj, wilk, lew czy pies na smyczy.

Dzień patronalny św. Wita przypada na 15 czerwca, który w średniowieczu był uznawany za dzień przesilenia letniego.

                                                  Wszystkie teksty  opracował  o. Joachim Dyrszlag

.

 

Ostatnia farska krowa

Dawniej parafie miały swoje pola i gospodarstwo. Dochody z tego gospodarstwa utrzymywały przede wszystkim proboszcza. Wierni do „koszyczka” nie musieli wrzucać pieniędzy na bezpośrednie utrzymanie księży. Po drugiej wojnie światowej w 1945 roku, pietrowicki proboszcz ks. Weidler zarządzał jeszcze swoim farskim gospodarstwem. Było tego dokładnie 22 ha i było to największe gospodarstwo we wiosce (najwiekszi statek na dziedzinie). Do  kościoła należało też tzw. pole rechtorowe - 20 juterek czyli 5 ha (pod Makowem z prawej strony). To pole dzierżawił zawsze aktualny kierownik szkoły (rechtor). Do 1873 szkoły w Niemczech były prowadzone przez kościół. Drugie największe gospodarstwo posiadał Gotzmann(Rzehorzek)-20 ha. Największa część pola kościelnego położona była tuż za farską stodołą, dziś na tym gruncie stoi SPK Jedność, przedszkole i boisko sportowe „Start-u”. Reszta farskiego gruntu była  pod Makowem. Farskie pola były bardzo solidnie uprawiane, proboszcz na wsi miał pod tym względem duży autorytet. Farska stodoła stoi jeszcze dziś, a pomieszczenia gospodarcze zostały ostatecznie niedawno rozebrane, dziś jest tam parking. Jeszcze po wojnie, zaraz przy drodze była masztalnia, a w niej 3 dorodne konie. W dalszych pomieszczeniach stało 6 krów.  Pole księdzu proboszczowi uprawiał Emil Marcinek, a potem Jerzy Mende, który był też bardzo dobrym jeźdźcem. Potrafił przygalopować na koniu aż pod same drzwi gospody u Neumanna.  Gospodynią na farze była Femija Bernatzki. Gospodarstwo proboszcza po wojnie  się kurczyło, komunistyczne państwo polskie stopniowo zagarniało kościelną własność.

Gdy proboszcz Weidler(1922-1954) obchodził jubileusz 50-lecia kapłaństwa to ludzie składali mu prezenty. Ministranci uradzili, że ofiarują mu małego baranka z czerwoną szlajfką. Gdy ministranci przyszli z prezentem na fara to zostali ugoszczeni, a baranek puszczony na farski plac. Gdy tak siedzieli przy stole, to nagle kucharka wrzeszczy- Jeruna, poćcie ratować oweczku, bo se topi w hnojoku. Na farskim placu tak jak u każdego gospodarza był też hnojok. Baranka szczęśliwie uratowano.

Wszystkich księży, którzy zostali po wojnie na swoich parafiach, w 1954 roku spakowano w Raciborzu do pociągu i zawieziono do Nysy. Jak pociąg przejeżdżał przez Pietrowice to na peronie żegnało ks. Weidlera  wielu ludzi. Potem proboszczem został ks. Gołębowski (1954-1964). Na farskim gospodarstwie za Gołębowskiego pracowała Śliwkula z Fabrycznej i Paulina Siwkowa z Zawodzia. Na farskiej łące siano przewracali starsi ministranci i kościelniki, też Józek Steuer.

 Proboszcz Gołębowski trzymał już tylko jedną krowę i może ze dwa barany. Potem zabrano mu stodołę i resztę pola i już nie trzymał żadnego bydła. Tę ostatnią krowę kupiono w Ściborzycach w powiecie głubczyckim. A było to tak: Do Ściborzyc autem przyjechali proboszcz Gołębowski z Pietrowic i jego kolega proboszcz Sorek z Cyprzanowa oraz  kościelniki Józek Steuer i Teodor Bensch. Po zobaczeniu krowy u gospodarza i ustaleniu ceny, proboszcz z Cyprzanowa pyta gospodarza ze Ściborzyc - A tak do kościoła to chodzicie? Ano chodzimy, ale do ewangelickiego, bo my ewangelicy, odpowiada gospodarz ze Ściborzyc. Wtedy proboszcz z Janowic postanowił nawrócić gospodarza ewangelika na wiarę katolicką i rzekł - No to my wam damy dwa razy więcej za ta krowa, ale za to wy się ochrzcicie w kościele katolickim. I wtedy się zaczęło. W ruch poszły kije i sztachety i delegacja z Pietrowic nie wiedziała kiedy znalazła się na drodze, tak szybko uciekali. I poszli do drugiego gospodarza, ale już bez intencji nawracania na wiarę katolicką. Krowa została kupiona, księża pojechali autem do domu, a kościelni zostali z krową i poleceniem pieszego doprowadzenia krowy do Pietrowic. Po kilku kilometrach krowa zaryczała i  stop: Dali nie idzie ! Co tu robić? Kościelni wpadli na genialny pomysł, zerwali liście od ćwikle i wabili tymi liśćmi krowę. I tak szli,  jeden kościelny prowadził krowę, a drugi przed pyskiem krowy trzymał liście i ją dokarmiał. Do Pietrowic zaszli późnym wieczorem.

                                                                                                                 Bruno Stojer 

 

Święta 100 lat temu

„Katolickie Nowiny …” z 21 grudnia 1895. Z Pietrowic. Noc Bożego Narodzenia (Wanoce) ta najświętsza noc ze wszystkich nocy, ma swoją wigilie nazywaną „szczodry dzień”.  W dniu tym pietrowiczanie wierzą, że co się komu przytrafi i jak mu w tym dniu się wiedzie, tak mu się będzie działo przez cały przychodzący następny  rok. Np. jak ktoś we wigilie potrzaska obrazek to będzie trzaskał te obrazy przez cały rok.  Rodzice we wigilie, nie tylko sami pościli ale i dzieci do postu zachęcali , aby wieczorem złotego baranka na niebie ujrzeli. Ojciec pilnował aby cała rodzina odmówiła wspólną modlitwę i razem do stołu zasiadła. Ojciec powiadał, że jeśli w jakieś rodzinie razem się nie pomodlą i razem nie zasiądą do stołu, to w tej rodzinie przez cały rok będzie  jedzenie i  domowy porządek zakłócony (pomotany). Wieczerza jest prosta ale smaczna. Na początku jest wodzianka z kapustą a potem groch z kapustą nazywany  „ polskim zającem”. Potem śliszki z makiem i moczka, która wszystkie korzenia i słodkości mieści. Moczki jest na tyle, by na cała bożonarodzeniowa oktawa starczyło. Po wieczerzy każdy dostaje 4 orzechy i 4 jabłka, rozłupując je pozna jak każdemu domownikowi będzie się wiodło w każdym z kwartałów przyszłego roku. W czasie wieczerzy należy zachowywać się cicho, bo to święta noc, ważna noc. Rodzice dzieciom opowiadają w czasie wigilii różne cudowne wydarzenia: o tajemnym lustrze we studni co to tajemnie mówi, o bydle co to we chlewie o świętej rodzinie opowiada, o ziarnie we wigilie włożonym do ziemi,  z którego drzewo wyrasta bez szczepienia itd.. Wiemy, że to są tylko opowiadania ale te pobożne myśli i ta prosta wiara nikomu nie zaszkodzi.

     W dzień Bożego Narodzenia jest cicho w rodzinie  i cicho na wsi, każdy dobry chrześcijanin czci tę wielką tajemnicę narodzenia zbawiciela. Zaś w dzień św. Szczepana gospodarze i pachołcy zabierają swoje worki i wędrują precz. Wieczorem jednak niektórzy nie potrafią znaleźć swojego domu (byli narzezani). W dawniejszych czasach w ten dzień jak i w następne dni odbywała się kolenda To była uciecha dla wielkich i małych. Dzieci z tej radości na ulicy, w szkole i w kościele opowiadali sobie, co im wielebny pan przy kolendzie prawił, za co go pochwalił i jaki obrazek dostał. Ksiądz zaś miał sposobność  zaglądnąć do życia każdej rodziny -  tu pocieszenie a tam upomnienia udzielić. Na kolendzie  ojciec rodziny zaświadczał jak jego rodzina przez cały rok do sakramentów świętych (swate swatosti) przystępowała. Jeśli któraś gospodyni przez cały rok izbów nie sprzątała a do żehnoczka wody nie nalewała to na dzień kolendy wszystko do porządku doprowadzała, ponieważ wielebny pan był surowy i niektórym niedbalcom po cichu czeski ( moneta) dawał,  aby do swej izby żehnoczek kupili. Wieczorem chodzili też młodzi ludzie do sąsiadów i przyjaciół na kolenda i piękne morawskie pieśni śpiewali. Szkoda tylko, że niekiedy trochę rozpusty przy tym też się działo. Szczęśliwych i błogosławionych świąt każdemu czytelnikowi życzymy -  Pietrowiczanin.

PS. Autor tej notatki w katolickim tygodniku, pisanym w rzeczy morawskiej, którym zapewne jest ówczesny pietrowicki proboszcz ks.Tomas Kamradek, nic nie wspomina o rybie. Z innych ustnych źródeł wiadomo, że dawniej na rybę było stać niewielu. Gertruda Pientka (Szczyrba), rocznik 1921, opowiada, że jej  mama na wilija kupowała słone śledzie z beczki. Dwa dni je moczyła w wodzie, potem wypatroszyła i pekła. Na wigilijnej wieczerzy była kapusta z grochem, śliszki z makiem i moczka. Nie było dzielenia się  opłatkiem, choinke nie mieli wszyscy. Na choince wisiały orzechy, małe jabłka,  swojske perniczki, rzadko były bombki. Były prezenty i śpiewanie kolęd.

Bruno Stojer

 

Klassentreffen Jahrgang 1955

1955



Link: Zaproszenie w PDF




.
 

Klassentreffen Jahrgang 1965

Dnia 15 maja 2015 roku organizujemy spotkanie z tymi, którzy uczęszczali do Szkoły
Podstawowej w Pietrowicach Wielkich - rocznik 1965.
Rozpoczynamy mszą świętą w Kościółku Św. Krzyża o godz. 15, a później przenosimy
się do Restauracji ROMA w Pietrowicach Wielkich.

Koszt takiego spotkania to 150 zł

Proszę do 31 marca 2015 potwierdzić przybycie.
Kontakt:

Heniek Manderla              0925594635  Niemcy
Urszula Herud                 604082574  Polska
Inga Łabinowicz (Marcinek)    692755879  Polska

Pozdrawiam Urszula Herud

.

 

Kirche in Pawlau

Zufall GP Archiv

Grabbild