Deutsch (DE-CH-AT)Polish (Poland)
Facebook 
MySpace 
Zobacz Video na Youtube 

Ostatni krowiorz (Kubauer)

Szczęście, które posiadasz jest jak ziarno; szczęście, które dzielisz – to kwiat.

Ostatni krowiorz (Kubauer)

 Zmarły niedawno Karol (Kalik) Zaruba (1938-2016) był ostatnim rolnikiem, który uprawiał rolę używając do tego zaprzęgu krów. Uprawiał około 3,5 ha ziemi i hodował 2 krowy. Mleko od tych krów sprzedawał w mleczarni w Raciborzu. W latach 80-tych XX wieku można było jeszcze spotkać Kalika, jak pługiem zaprzęgniętym w swoje krowy orał pole na Partach. Później używał już tylko krów do zaprzęgu wozu, którym przywoził im futer . Ostatni raz zaprzągł krowy do wozu w 1995 roku. W tym też roku zmarła jego matka Anna (1902-1995), która pomagała mu prowadzić gospodarstwo. Matka Anna była z domu Steuer.   Przed wojną u Zarubów na ul. Daszyńskiego (Kolonije) był magiel, który obsługiwała babcia Kalika. Jego ojcem  był Adolf Zaruba (1898-1964), krawiec i rolnik na małym gospodarstwie. Karol miał dwie siostry - Ingrid i Hildegardę oraz brata Maksa. W 1945 roku siostry Karola już nie wróciły do Pietrowic, zostały w Niemczech,  brat Maks wyjechał z rodziną na zachód w latach 70-tych XX wieku. Wraz ze śmiercią Kalika Zaruby znikło w Pietrowicach nazwisko Zaruba a pojawiło się na dokumencie z 1802 roku, na podstawie którego Panowie Schrattenbachowie sprzedawali rolę pietrowickim chłopom – niejaki niepiśmienny Bartek Zaruba. Później, w 1835 roku, niejaki Wiktor Zaruba z Pietrowic, syn rzeźnika w wieku 13 lat zostaje zapisany do Ewangelickiego Królewskiego Gimnazjum w Raciborzu. Jego nr absolwenta to 1124.
                                                                                                      
Przedostatnim używającym zaprzęgu krów był Wiktor Steuer (1911- 1989), krowami powoził do 1986 roku. Jego żona  Anna (1916- 2005), była zaś ostatnią kobietą w Pietrowicach, która chodziła oblyczyna pochłopsku.

Prowadzenie orki krowim zaprzęgiem nie było łatwe. Mąż (chłop) przeważnie prowadził pług, a żona (baba) prowadziła krowy.

Na koloniji
krowami jeździli jeszcze:

1. Palisa Wilhelm (1910-1988) z małżonką Marią zd. Wycisk. Później to gospodarstwo przejęła córka Krystyna, która wyszła za mąż za Jerzego Suchanka. Ostatni raz wyjechali krowami w 1973/74. Ojciec  Wilhelm był murarzem.

 2.Jakub  Suchanek (1883-1963) i Maria zd. Gotzmann (1891- 1960), rodzice Jerzego Suchanka, długoletniego pietrowickiego grabarza.

 3.Józef Ciepły (1892-1968) z małżonką Otylią zd. Motyl (1895- 1960). Ich najmłodsza córka Anna wyszła za mąż za Pawła Wróbel. Oni potem kupili konia.

4. Józef Filipczyk (1891- 1959),kawaler, (najmłodszy brat Antona, kapelmistrza petrowskiej orkiestry),  poniósł śmierć pod kołami swojego wozu zaprzęgniętego w krowy. Było to w 1959  roku, Józef zwoził siano do  stodoły, był już przed domem i na nieutwardzonej ul. Daszyńskiego  spadł z fury prosto pod koła, a przestraszone tym krowy pognały z wozem pełnym siana aż na koniec drogi.

5.Konrad Suchanek (1909- 1988) i jego małżonka Jadwiga (1921- 1992)pochodząca z Lublińca koło Tarnowskich Gór.

6.Franciszek Pieczarek i jego żona  Katarzyna zd. Głogowski

Na   Zawodziu krowami uprawiali rolę:

7. Peter Libera, który był bratem mojego dziadka Johanna Libera. Po śmierci pierwszej żony ożenił się po raz drugi z kobietą z Dzielowa. Jego córka i wnuki mieszkają w Ostrawie.

8.Peter Weiner (1891-1976) z żoną Agnes zd. Morawiec pochodząca z Łambinowic. Uprawiali około 5 juterek. Agnes znała tylko język niemiecki. O ich krowach opowiadana jest  anegdota:  Bydło z Pietrowic było po 1945 roku zaganiane przez rosyjskich żołnierzy do Strzybnika, ale jedna krowa z Zawodzia od Weinera była uparta i w nocy wróciła do domu, pilnujący ją gonili ją aż do Pietrowic. Gdy jednego z nich bodła rogiem przed wejściem do swojego chlewa, to dali tymu pokój. W ten sposób rodzina miała mleko dla małych dzieci.

9. Robert Lakomek (1886-1966)  z żoną Anną zd. Wacławczyk (1892-1972).  Robert był szewcem i przed wojną miał sklep i warsztat  w Raciborzu na ul Odrzańskiej. Uprawiali około 2,5 ha pola.

10.Ewald Suchanek z żoną Mariką zd. Wieder oraz siostrą Otylią Suchanek. Później przeprowadzili się na ul. Daszyńskiego i kupili konia.

11.Stari Osadnik (Sobółka) też uprawiał pole krowami, w wieku 80 lat  wlazł jeszcze  na dach i go naprawiał.

12.Franz Wacławczyk (1890- 1983) (Nyra), krawiec.

Paul Meisner (1900-1963) mieszkający na Zawodziu a pochodzący z Tłustomost zawsze sprzątał krowieńce z mostu. Most był czysty a jego ogródek miał naturalny nawóz. Nie jest to przypadek, że tylu krowiorzy znajdujemy na małych, bocznych ulicach. Na Welkej i Małej Stranie byli sedlocy, uprawiali oni swoje pola, które ukształtowały się jeszcze w XIII wieku. Takie ulice jak ul. Daszyńskiego (Kolonija) albo Zawodzie  ukształtowały się później, w XIX wieku. Wtedy dzielono resztę ziemi po Panach. Działki budowlane były kilkuarowe, a role kilkuhektarowe. Kupowali je chłoporobotnicy, najczęściej chłopo-krawcy.





.

 

Petrowscy muzykanci- Hubertki

Petrowscy muzykanci- Hubertki

W latach 50-tych XX wieku w orkiestrze Fydrychów grali: Józef Dürschlag (kapelmistrz, trąbka albo skrzypce), Alojz Mendzigall (tenor), Franc Mendzigall (bas), Franz Posmik (Czabania, tenor), Alojz Nowak (bęben), Paweł Pawlasek (tenor), Johann Pawlasek (werble), Józef Herud (klarnet), i Reinhard Ogermann z Tłustomost (waltornia i akordeon).Gdy grali na zabawach tanecznych (np. u Wankeho) to kapelmajster grał na skrzypcach a muzyk z Tłustomost na akordeonie. Jak wspominała nieżyjąca już Emila Koza: „jak wracali rano w niedzielę z  zabawy to stawali co chwilę na Małej Stranie i graniem budzili mieszkańców na ranną msze. Wszyscy wychodzili na cestu wylakani, bo to było po wojnie i patrzyli co się dzieje. A Franc Łata (ojciec Józefa) powiedział: „To byście musieli tak robić każdy dzień, to by my wczas stowali” .W tym czasie już  Hubert Wollnik (Szymroch) uczył się gry na trąbce u kapelmistrza Józefa Dürschlag. Pierwszy raz zagrał w kościele z Fydrychami w 1954 roku. W 1956 roku na Sylwestra w Głubczycach grał już ze swoja orkiestrą. Pod koniec lat 50- tych petrowska  orkiestra Hubertków  zaistniała na dobre. U kapelmistrza Huberta grali jeszcze: jego brat Peter (trąbka a potem tenor), Paweł Pawlasek (tenor), Ginter Herud (bas), Jorg Pawlasek (tenor), Zygfryd Pawlasek (tenor), Thomas Smuda (bęben), Ginter Szczyrba (trąbka) i Wilhelm Marcinek (Kubulek, puzon). Orkiestra składała się z samych pietrowiczan i grała na wszystkich uroczystościach: kościelnych, pogrzebach, weselach, uroczystościach strażackich, zabawach karnawałowych, Abrahamach  w Pietrowicach i okolicy. W Boże Ciało z samego rana grali na procesji w Cyprzanowie, około 10-tej na procesji w Pietrowicach, a o godz. 16-tej na procesji w Żerdzinach. W Boże Narodzenie grali w Pietrowicach na pasterce, w pierwsze  święto  na sumie i na uroczystych nieszporach, w których uczestniczyło dużo ludzi. Każdą mszę świętą rozpoczynali i kończyli intradą, a nieszpory w Boże Narodzenie i na Wielkanoc kończyli utworem „ Die Himmel Rühmen(Chwalić Niebiosa )Ludwiga von Bethovena , którego ostatnie mocne akordy jeszcze dziś unoszą się w kościele. Grali na wielu pogrzebach w Kietrzu i w powiecie głubczyckim. Prawie cała pietrowicka orkiestra była też istotną częścią zakładowej orkiestry fabryki dywanów Welur w Kietrzu. Tam pod batutą Edmunda Koziny grali na pochodach pierwszomajowych i innych uroczystościach państwowych. Tam też dostali uniformy, których bardzo długo używano.

W drugie święto Bożego Narodzenia i Wielkanocy grali w kościele w Krowiarkach i po mszy świętej na fara na hościnu zapraszał ich ks. proboszcz Gaida. Grali też w kościele w Makowie. Na zabawy taneczne Hubert Wolnik „zmontował” dodatkową kapelę, która nosiła nazwę „Mexico”.  W czasie pełnienia służby wojskowej przez wielu pietrowskich muzyków, kapelmistrz Hubert ściągał w zastępstwie muzyków z innych wiosek i ta orkiestra nazywała się „Bracia”.

Osobna historia to gra Hubertków  w trakcie wielkanocnej procesji konnej. Dwa albo trzy razy grali dosiadając konia wierzchem. Najpierw muzykanci robili próby z końmi, tak aby koń roboczy  tolerował  jeźdźca amatora, zniósł widok i odgłos trąby. Niektórym muzykantom dopiero trzeci koń to wszystko znosił. W pierwszym szeregu orkiestry jechali ci co mogli obsłużyć instrument jedną ręką ( np.trąbka), druga ręka  została im

na prowadzenie konia. W drugim szeregu jechały konie, których jeźdźcy potrzebowali obu rąk do obsługi instrumentu (bas- duża trąba), natomiast koń na powrozie był zaczepiony do muzykanta z pierwszego szeregu. Było to wszystko bardzo trudne dla muzykantów i koni. Potem kilka razy orkiestra szła pieszo, by wreszcie cały zespół ulokowano  na wygodnym wozie konnym, który  lata całe przyjeżdżał z Żerdzin.

W latach 1977-79 do Niemiec wyjechali Peter i Hubert Wollnik, Ginter Herud, Jorg i Zygfryd Pawlasek, czyli połowa orkiestry. Pod koniec lat 70- tych kapelmistrzem został Paweł Pawlasek senior a  w 1978 roku do orkiestry wstąpił jego syn Paweł.  Teraz możemy już mówić o orkiestrze Pawlasków . W tym roku wstępuje do orkiestry Krystian Mika-Szajtor   (trąbka).  W 1979 roku  Józef Sitek (tenor), Antoni Jamicki  (klarnet, potem tenor), Diter Mika (syn krawca Józefa Mika, klarnet). Gdy Gerad Achtelik w 1983 roku zamieszkał w Pietrowicach  dołączył do zespołu, grał na trąbce. Z Kietrza do zespołu dołączył  Wacław Krawczyk, który grał na basie. Józef Nowak(Bumstlik) w latach 1985-88 grał  na werblach, Niestety najmłodsi muzykanci wnet wyjechali do Niemiec albo do Raciborza.

Był taki zwyczaj w Cyprzanowie, że na Abrahama do każdego strażaka ochotnika zapraszano pietrowicką orkiestrę. Po kilku marszach na podwórku, reszta muzykowania odbywała się już w domu.

4 lutego 1992 roku, gdy DFK organizowała jeszcze normalną, taneczną zabawę karnawałową przy orkiestrze dętej to dla wielu uczestników było to cofnięcie się w czasie o pół wieku, była to chyba jedna z ostatnich okazji by sziber, polkę albo walc zatańczyć przy pięknych dźwiękach orkiestry dętej. Wtedy też Thomas co chwila poklepywał  po plecach muzykanta z Kietrza ze słowami: „Nie bój się, ci Niemcy nic Ci nie zrobią”. Od około 2009 orkiestra powoli się rozsypuje. W 2009 roku umiera Thomas Smuda, wesoła dusza całego zespołu,

w 2011 roku umiera Ginter Szczyrba (ostatnie trzy lata już nie grał).

Dziś w 2016 roku czynie gra jeszcze 3 muzykantów z Pietrowic: Paweł Pawlasek , Gerad Achtelik i Antoni Jamicki. Gdy skrzykną jeszcze trzech  z zewnątrz to mogą zagrać.

Ostatni występ orkiestry dętej w kościele w Pietrowicach był 7 lutego 2016 roku na niedzielnej welkomszi, na której pietrowiczanin ojciec Bernard Dyrszlag (Fydrych) dziękował Panu Bogu za 40 lat kapłaństwa i 65 lat życia lecz grała orkiestra Brunona Stuchły z Bolesławia.

                                                                                         Bruno Stojer

 

Wielkopiątkowy obrzęd mycia

Wielkopiątkowy obrzęd mycia

Z1893 roku mamy następującą informację: „Wielkie Pietrowice. W Wielki Piątek jest u nas zwyczaj chodzić do rzeki i w niej się umyć…” (Nowiny Raciborskie 11 kwietnia 1893/ 43). Ks. Josef Vyhlidal w 1900 roku opisując zwyczaje w naszej wiosce pisze: „Na Wielki Piątek wcześnie rano ludzie myją się boso w Cynie, następnie padają na twarz w ogrodzie i modlą się , 5 „ojcze nasz”  i 5 „zdrowaś” na część umęczonego Pana. Gospodarze zaś wyprowadzają konie do wody i je kąpią, by były zdrowe i jurne przez cały rok”.

     Dziś, w 2016 roku, rodzina Paletta z Pietrowic jeszcze podtrzymuje ten zwyczaj - myją ręce i twarz w misce czystej wody. Przy misce leży krzyż i przed myciem odmawiają „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”. Gdy obecni dorośli czynili to jako dzieci, to otrzymywali drobne słodycze od swych rodziców. Gdy dziś ich wnuczek przychodzi do babci i umyje sobie ręce i twarz w misce to też otrzymuje słodycze.

Mieszkańcy Pietrowic wspominają jeszcze ten zwyczaj. Nieżyjący już Oswald Wesoły (rocznik 1921) opowiadał: „Masowo się myli w Cynie we Wielki Piątek (w młynówce koło obecnej remizy strażackiej) tam była ławka, na której kładziono ubrania, chłopcy                  i mężczyźni tylko w badkach zanurzali się w wodzie. Myto nogi, ręce i twarz. Woda była czysta a na dnie rzeki był piasek. Wiele zwyczajów znikło po dojściu Hitlera do władzy. Chodzili tacy z SA i pilnowali”.

Podobnie Józef Wolnik –Jurek (1889-1967) z całą rodziną przychodził się umyć do młynówki. Był to zwyczaj dość powszechny, rytualne mycie w miejscu koło  domu Leksa (dziś dom rodziny Wankat-  kiedyś był tam most na młynówce) praktykowały rodziny: Jokel, Kaszta, Glania, Steuer, Newerla i inni.  Syn Józefa - Henryk Wolnik wspomina, jak jeszcze po II wojnie światowej w Wielki Czwartek przygotowywał wannę z wodą i w Wielki Piątek rano całą rodziną myli się na podwórku. Bywało, że w wannie była cienka warstwa lodu.

Zaś Miki Filip (rocznik 1922) pamięta, że jej rodzice chodzili myć się do Cyny w Wielki Piątek, ale późnym wieczorem. Być może dlatego, żeby ukryć to przed nazistowską władzą państwową. Po umyciu w Cynie szli jeszcze na modlitwę ku „Jacebańskiej zahradzie” (ogrodzie oliwnym) przy kościele parafialnym.

Moi dziadkowie, Johann i Anastazja Libera mieszkający na ul. Fabrycznej też praktykowali zwyczaj mycia się w rzece Cynie przy mostku we Priwatwegu. Jednak ich dzieci już nie chciały tego robić. Wtedy Anastazja przynosiła wiadro wody z rzeki, wlewała ją do miski, stawiała na pohrodce i kazała się dzieciom umyć. W latach 50- tych XX wieku na tym mostku w piątek rano można było jeszcze spotkać wielu starszych pietrowiczan, którzy byli temu zwyczajowi wierni do końca.

Obrzęd ten był również praktykowany w Kornicy, gdzie  myto nogi, ręce i twarz  w czystej wodzie krzipopy biegnącej z Pulowa. Zwyczaj ten trwał jeszcze do lat 60-tych XX wieku. Potem ze względu na brudną wodę zniknął.

W Gródczankach tego zwyczaju nie pamiętają. Zwyczaj ten był znany w Haci koło Hulczyna, w  Nędzy i Raszczycach, w wioskach koło Strzelec Opolskich i wielu miejscowościach Śląska.

                                                                                                        Bruno Stojer

 

Spotkanie Rocznik 1961

INFORMACJA

Niestety z powodu braku zainteresowania spotkanie rocznika 1961 nie odbędzie się. Do końca lutego tylko parę osób wyraziło chęć spotkania się, a to za mało żeby organizować spotkanie. Znacie telefony inicjatorów i proponuje żeby Ci którzy zechcą się spotkać, umówili się indywidualnie.
Witek Kolowca

Wszystkich z rocznika 1961, którzy uczęszczali do klas I-VIII Szkoły Podstawowej w Pietrowicach Wielkich zapraszamy na kolejne spotkanie klasowe, które odbędzie się 27 maja 2016r (piątek po Bożym Ciele).

Spotkanie będzie miało podobny charakter jak to sprzed 5 lat: rozpoczniemy mszą świętą o godz.16oo w kościele parafialnym (złożenie kwiatów na grobie Ś.P. Księdza Ludwiga Dziecha), a po mszy bawimy się w restauracji „Pasja” w Pietrowicach Wielkich. Nie odwiedzamy szkoły, dzięki czemu będziemy mieli więcej czasu na wspólne biesiadowanie.

Organizacją spotkania zajmuje się tym razem mniejsze grono bo tylko: Brygida Abrachamczyk z d. Mludek (+48 606 878 239 ), Andrzej Mazur (+48 695 579 500) i Witek Kolowca (+48 605 055 821; e-mail: Diese E-Mail-Adresse ist gegen Spambots geschützt! JavaScript muss aktiviert werden, damit sie angezeigt werden kann. ).

W ramach wpisowego każdy otrzyma: obiad (1 danie), ciasta, kawa, herbata, 2 soki, zimna płyta i ciepła kolacja, alkohol, muzyka-DJ. Z tych pieniędzy złożymy datek za mszę i kupimy kwiaty na grób ŚP KS. L. Dziecha.

W trakcie spotkania czynny będzie bufet i każdy będzie mógł sobie dokupić dodatkowo to co jest w ofercie restauracji.

Uznaliśmy , że jak swoją obecność potwierdzi ok. 20 osób (z wszystkich klas A, B i C), to wtedy jest sens organizowania spotkania. W innym przypadku zwrócimy każdemu z powrotem na konto wpłacone pieniądze.

W razie pytań proszę dzwonić na numery telefonów lub pisać na mojego e-maila, które są podane powyżej.

Swój udział należy potwierdzić do 29 lutego 2016r i do tego terminu wpłacić wpisowe wysokości 120zł na konto:

Witold Kolowca, 47-480 Maków, ul.Raciborska 40/4,

Credit Agricole o/Racibórz, Nr konta: 52194010764611946200030000

 

Petrowscy muzykanci- Fydrychy

Kilka miesięcy po zakończeniu I wojny światowej bracia Józef (1857-1928), Karol (1859-1948) i Jakub (1872-1947) Dürschlag, po kursie w szkółce muzycznej w Rudach prowadzonej przez  Adolfa Wachtarz, założyli drugą orkiestrę w Pietrowicach Wielkich. Bracia Dürschlag byli synami Jakuba Dürschlag(1831-1882), a tenże był wnukiem Fryderyka (1758- 1833). Stąd ich przydomek brzmiał Fydrychy od imienia Fryderyka i tak też nazywano orkiestrę przez nich prowadzoną. W tym czasie istniała w Pietrowicach konkurencyjna orkiestra z kapelmistrzem Antonem Filipczyk.

Gdy, oprócz trzech braci  Dürschlag szkołę w Rudach ukończyli ich dwaj kuzyni Franciszek i Alojz Mendzigal oraz ich koledzy Anton Pientka i Józef Herud, kapela Fydrychów zaistniała na dobre.

Przed pyrszu wojnu, to eszcze na cestach, kere wylyzały z dziedziny to były myta, taka szlagbauma, no i jak keri jechoł z kuniama, lebo z krawama to tam jaki fenig musioł ciepnyć tymu co stoł na tim mycie. No i jak pyrwe nasi muzykanci po zabawie szli nazod do dziedziny, a było to w nocy, cima jak w rziczi, to jedyn muzykant wrzeszczi: Myto słoku! I wszycy posłesznie se  schylaju, by nie zawadzić o tyn balek na mycie. Idu kusek dali zaś jedyn wrzeszczi : Myto słoku! Wszycy zaś se schylaju pod balkem kereho nima, ale jedyn keri możno ne był tak fest narzezani prawi: „Na do pieruna wela razy budzie to myto! [słok- wujek]

Szkoła muzyczna w Rudach  prowadzona była przez dyrektora Adolfa Wachtarz, rodowitego Pietrowiczanina. Posiadała internat, a w jednym kursie uczestniczyło 30-50 adeptów gry na instrumentach. Inicjatorem założenia tej szkoły był książę raciborski Wiktor mieszkający w pałacu w Rudach. On też ją finansowo utrzymywał.

Od  momentu, gdy  kapelmajstrem został  Józef Dürschlag(1898- 1962), syn Jakuba, jednego z trzech założycieli,  zespół staje się znaczącą orkiestrą, która gra na weselach, zabawach tanecznych, odpustach przy Świętym Krzyżu, procesjach wielkanocnych, pogrzebach w parafii oraz na uroczystościach i zabawach w okolicznych miejscowościach, gdzie są mile widziani i słuchani. Kapelmistrz Józef grał na skrzypcach i trąbce.

Kiedy dyrektor szkoły muzycznej w Rudach zachorował  na artretyzm,  książę raciborski zmuszony został  do zamknięcia placówki. Adolf Wachtarz ze skromną rentą przeniósł się do rodzinnych Pietrowic. Tu uczył jeszcze kilku muzykantów. Zmarł w 1926 roku w wieku około 60-ciu lat. Na jego pogrzebie czterdziestu  wychowanków grało na instrumentach muzycznych, a około stu przybyło bez instrumentów, by pożegnać swojego szanowanego nauczyciela.

Na przełomie lat 1926/27 orkiestra Fydrychów ubiera się w mundury. Pierwszy występ w nowo uszytych mundurach orkiestra dała w gospodzie Floriana Fuss w Gródczankach. Ta gospoda była w okresie międzywojennym ulubionym miejscem spędzania niedzielnego popołudnia dla wielu Pietrowiczan.

W Raczanach, dzisiok Gródczanki, w hospodzie u Florijana Fusa, tam była taka zahrada i taka bina do muzykantów i tam zahrali  pyrszi ros  w uniformach, jak zahrali to było ich słychać i po czeskej stranie we Strzebuniu, bo Raczany su na hranicy. Na tu muzyku do Raczon to ludzie z Petrowic w niedzielu ciśli a ciśli. A Ketrzeroki tesz przichodziły. Pyrwe pyrszi kusek na zabawie to musieła być pieśniczka kościelno i szynkorz teho wahowoł.  Baba od Florijana była od Hernesa z Petrowic i robiła taku dobru  kyjzu i ludzie to jedli przi te muzyce, aby mieli siłu jak tańcowali. Teraz to uż nima take kejzy. Powiedała mi to Mila Zebralla  z Raczon, kera eszcze była ochrzczena we Strzebuniu i na te zabawy kukała bez sztachetu we płocie.

W 1926 orkiestra Fydrychów występowała w składzie: Nikolaus Wawerka, Josef Dürschlag, Alfred Bullok, Josef Dürschlag(kapelmistrz), Franz Posmik, Johann Pawlasek, Josef Herud, Josef Pohl, Josef Dürschlag, Jakob Pohl, Jakob Dürschlag, Josef Mludek, Franz Mendzigal, Anton Pientka, Alois Mendzigal. (Istnieje zdjęcie tej orkiestry).

Gryjta Lasakowa wspomina, że jak przed wojną zmarł ktoś z Kriegervereinu(Związku Kombatantów z I wojny światowej), to stari Kumarek (Johann Pawlasek) i Jozef Dürschlag (kapelmistrz orkiestry) szli przez wieś, Welku i Mału Stranu, stowali co kusek i hrali: Pawlasek na werblach a Dürschlag na trąbce. Tak było przez 3 dni, przed pogrzebem istneho wojoka.

W 1939 roku po raz pierwszy zagrał z Fydrychami w kościele na Wielkanoc Paweł Pawlasek (ur. 1924 r.). Przydomek jego muzykalnej rodziny to Kumarek. Jego dziadek Jakub grał na klarnecie, a ojciec Johann na werblach. W grudniu 1949 roku powrócił  do domu z obozu jenieckiego na Krymie a już na Boże Narodzenie tegoż roku zagrał w kościele z orkiestrą Fydrychów. Po wojnie kilku muzykantów nie wróciło do Pietrowic, zginęli na froncie albo zostali w Niemczech. Do orkiestry dołączyli jednak muzykanci z sąsiednich wiosek (Gusia, Jamicki ze Szamarzowic) tak, że orkiestra zawsze mogła wystawić tych 12-15 muzykantów. Po II wojnie światowej orkiestra się odradza. Syn Józefa Dürschlag, Waldemar (1941-2015) pod koniec lat 50- tych grywa w orkiestrze na trąbce. Gdy w 1962 roku umiera jego ojciec, on też przestaje grać w orkiestrze. Powoli do głosu dochodzą Hubertki.

Wybitnym przedstawicielem rodu Fydrychów, choć bezpośrednio nie związany z orkiestrą, był długoletni petrowicki organista Jerzy(Jorg) Dürschlag(1922-2000), syn kapelmistrza Józefa. Grał w naszym kościele na organach 50 lat. Uczył się u Emila Filipczyk w Raciborzu, syna Antona Filipczyk. Dziś na organach gra nam Andrzej Dyrszlag, wnuk organisty Jerzego. Jest to 8 pokolenie Fydrychów.

                                                                                                                  Bruno Stojer

 

Warning: Illegal string offset 'active' in /www/htdocs/w00aca3c/templates/jsn_epic_pro/html/pagination.php on line 94

Warning: Illegal string offset 'active' in /www/htdocs/w00aca3c/templates/jsn_epic_pro/html/pagination.php on line 100

Warning: Illegal string offset 'active' in /www/htdocs/w00aca3c/templates/jsn_epic_pro/html/pagination.php on line 94

Warning: Illegal string offset 'active' in /www/htdocs/w00aca3c/templates/jsn_epic_pro/html/pagination.php on line 100

Seite 1 von 2

Kirche in Pawlau
Zufall GP Archive

Zufall`s Grabbild